MEDYTACJA - STAN OTWARTOŚCI I OBECNOŚCI


Medytacja to dla mnie stan otwartości i obecności, najbardziej naturalny stan jaki może być, w którym - o ironio losu - bywamy (póki co) najrzadziej. Stan, którym JESTEM. W pełni przytomna i uważna doświadczam tego co się wydarza. Jestem esencją BYCIA. Po prostu JESTEM. Tu i teraz.

Tak naprawdę, żeby medytować nie jest potrzebna żadna technika, nie trzeba nawet siadać (a siadanie w lotosie już zupełnie nie jest niezbędne ;-) Jedyny problem jaki istnieje to ten, że nasze umysły tak dalece przyzwyczaiły się do swojego "niemedytacyjnego" trybu funkcjonowania, że najbardziej sprawdzonym sposobem naprowadzenia ich na właściwą drogę jest "ćwiczenie" medytacji - "praktykowanie" jej pod postacią specjalnej "techniki".

A technik i metod jest wiele. Ich wspólnym rdzeniem, sednem, jest stworzenie pretekstu do bycia w pełni uważnym i przytomnym w chwili obecnej - dostarczenie obiektu, na którym umysł może skoncentrować się, zamiast biegać jak przysłowiowa oszalała małpa.

Najprostszą i najcudowniejszą medytacją jest obserwacja oddechu. Po prostu całą swoją uwagę poświęcasz oddechowi, czujesz jak napełnia Twoje ciało, jak z niego wypływa. Pozwalasz aby wszystko to co nie jest oddechem - myśli, emocje, doznania z ciała - po prostu sobie było, swobodnie przepływało przez Twój umysł. Z każdym razem jak zorientujesz się, że odpłynąłeś w myślenie, planowanie, rozpamiętywanie, wspominanie, łagodnie wróć do obserwacji oddechu, do Twojej chwili obecnej. Czuj każdy etap, każdą fazę, każdą chwilę oddechu. Możesz też liczyć kolejne oddechy od 1 do 10, i tak w kółko. Spróbuj, najlepiej rano lub wieczorem. Możesz zacząć od 5 minut i czas ten wydłużać stopniowo do 20 minut.

MOJE MEDYTACYJNE DOŚWIADCZENIA

Z niejednego pieca chleb jadłam...poznałam różne smaki tego doświadczenia. I wiem, że niezależnie od stosowanej techniki czy metody, ostatecznie okazuje się, że jest to... ten sam smak.
Moje pierwsze doświadczenia wiązały się z Medytacją Transcendentalną. Raz dziennie 20 minut powtarzania mantry nadanej przez nauczyciela wyciszało i skupiało mój umysł, ale rezultaty tego doświadczenia nie spełniały moich oczekiwań. Wtedy jeszcze nie wiedziałam dlaczego... Ładunek niewyrażonych i zablokowanych emocji z przeszłości był tak wielki, że jedyną przestrzenią do której wtedy potrafiłam dotrzeć była przestrzeń wycofania - owszem, uspokajałam swój umysł, ale nie byłam w pełni obecna, nie byłam w ciele, nie pozwalałam swoim emocjom na naturalne przepływanie przez moje pole świadomości.

Potem był czas jogi. Przez kilka lat bardzo intensywnie praktykowałam wg. metody BKS Iyengara. Niezwykle cenne doświadczenie. Odkryłam, że mam ciało, że ono jest żywe, że bycie w ciele to doznanie jak najbardziej duchowe. Dzięki praktyce jogi zaznałam pierwszych chwil duchowego spełnienia - poczułam smak wewnętrznej ciszy i spokoju, smak cichego umysł, smak bycia tu i teraz. Ale też smak frustracji, wynikającej z niemożności zatrzymania tego doświadczenia na dłużej... Pragnęłam szukać dalej, głębiej, bardziej bezpośrednio, choć wtedy jeszcze nie wiedziałam czego tak naprawdę szukam.

Pragnienie to doprowadziło mnie do spotkania z medytacją Vipassany. Przez pewien czas były w Polsce organizowane odosobnienia prowadzone przez buddyjskich mnichów z tradycji terawady. Zaczerpnęłam z tego źródła i zaznałam cudu wewnętrznej przemiany - prawdziwej, głębokiej. Kilka lat intensywnej praktyki spowodowało, że zupełnie inaczej spojrzałam na siebie, na życie. Rozwinęłam w sobie dar koncentracji, uważności, samoświadomość. Doświadczyłam na sobie przemijalności i ulotności wszelkich doświadczeń, oduczyłam się utożsamiania z emocjami, bólem, myślami. To był przepiękny czas. Był, bo już następne skarby czekały na odkrycie... Skarb transformującej pracy z oddechem, inspirujących warsztatów, celowego i świadomego życia...

W czasie fascynacji vipassaną rozwijałam w sobie samoświadomość, zaznawałam wewnętrznej ciszy i spokoju, ale wciąż nie wiedziałam po co tu jestem, co mam tu - na tej planecie - zrobić. Formalna medytacja - codzienne 60 minut uważnej obserwacji oddechu - podnosiła jakość mojego życia, ale nie mogła być dla mnie jego sensem sama w sobie. Brakowało mi poczucia celu. Rozeznania, po co tu jestem, co chcę z tym darem świadomości i uważności zrobić.

I w końcu odkryłam skarb transformującej pracy z oddechem i inspirujących warsztatów. To one dały mi najcenniejszy skarb - skarb celowego i świadomego życia. Dzięki niemu wszystko nabrało wartości i sensu, odkryłam i doceniłam swoje wewnętrzne dary i talenty, a całe moje życie stało się medytacją - czasem radosną, a czasem smutną, czasem harmonijną, a czasem trochę chaotyczną. Po prostu jestem, oddycham, kocham, płaczę - czasem ze szczęścia, czasem ze smutku, działam, realizuję swoje twórcze plany. Tańczę swój taniec życia. A do medytacji siadam, kiedy chcę na nowo poczuć intensywny smak ciszy i naładować baterię.

Anna Borawska